W RESZLU SPALILI CZAROWNICĘ

Opublikowano: poniedziałek, 14, sierpień 2017

Barbara Zdunk, ostatnia czarownica w Europie, po raz kolejny spłonęła na stosie. Inscenizacja wydarzenia sprzed ponad dwustu lat odbyła się w sobotę w Reszlu. W tym roku w formie fabularyzowanego koncertu.

 

IMG_7703.jpg

Bohaterka widowiska 38-letnia matka czworga dzieci, Barbara Zdunk została spalona przed reszelskim zamkiem 21 sierpnia 1811 r. po trzyletnim procesie. Początkowo oskarżano ją o podpalenie miasta, potem także o dzieciobójstwo i czary.
Barbara Zdunk, bo tak nazywała się domniemana wiedźma, to najprawdopodobniej ostatnia w Europie osoba spalona na stosie. Wcześniej, z litości, miała być przez kata uduszona.
A wszystko za sprawą nieszczęśliwej miłości.
Barbara Zdunk, matka dwójki dzieci, w okolice Reszla przybyła najprawdopodobniej jesienią 1807 z ukochanym parobkiem. Była córką pastucha, a pochodziła ze wsi Żydowo w powiecie bartoszyckim.
Wiemy o niej, że dom opuściła już w wieku 9 lat. Nie miała żadnego wykształcenia. W wieku 17 lat wyszła za żołnierza o nazwisku Zdunk. To małżeństwo nie trwało długo — po 6 tygodniach Zdunk porzucił żonę. Ta najmowała się jako służba na wsiach. Kolejna jej miłość, o której wiemy, to pastuch Jakub Auster. Pochodził ze wsi Lauda pod Lidzbarkiem, a dla Barbary Zdunk stał przyczyna największych nieszczęść.
Kobieta miała wtedy 38 lat, Jakub Auster — 22. Kochankowie zamieszkali w chacie w lesie. Sielanka nie trwała długo, bo młody mężczyzna zamiast w niewielkiej wsi Pleśno wolał szukać szczęścia w pobliskim Reszlu, a właściwie w Wólce Ryńskiej, oddalonej od centrum miasta o 1,5 km.

IMG_7692.jpg
Według dr  Jerzego Sikorskiego, historyka z Olsztyna, nie było to niczym niezwykłym — robotnicy często zmieniali miejsce zamieszkania w poszukiwaniu pracy.
W Reszlu, a w zasadzie na jego odległych przedmieściach, bo — jak podaje historyk — nikt nie pozwoliłby zamieszkać pastuchowi w murach miasta, Barbara odwiedziła Jakuba pięciokrotnie. Za ostatnim razem miała krzyczeć: „Żeby ci to na złe nie wyszło!”. To najpewniej słyszeli sąsiedzi.
W pożarze, który wybuchł w nocy z 16 na 17 września 1807 roku, zginął mężczyzna (ale nie Jakub) i 4-letnie dziecko. Winna? Barbara Zdunk.
Jak mówi dr Sikorski, pewnego dnia przed północą zakradła się do chałupy Austera i podłożyła ogień pod strzechą, w miejscu, gdzie spał. Możemy się domyślać, że dom, który zajmował pastuch, jak wiele innych w tamtym czasie, był jednoizbowy
— Obawiała się, że Auster nie będzie jej wierny. Musiała szaleć z zazdrości — uważa historyk. Już kolejnego dnia burmistrz Niecki nakazał odnalezienie kobiety. Szukać nie trzeba było daleko.
— Barbara wróciła do swojego leśnego domu w Pleśnie. Jak czytamy w przekazach dr. Georga Lühra, reszelskiego nauczyciela gimnazjalnego w międzywojniu, związano jej ręce, sprowadzono do miasta wraz z dziećmi i osadzono w zamku przy wartowni. Po tygodniu dzieci odesłano do wsi Grzęda, gdzie zaopiekowano się nimi aż do dorosłości.
Zdunk miała spędzić w więzieniu 4 lata. Przesłuchiwano ją w miejscu pożaru. 13 listopada 1807 udało jej się nawet zbiec, ale następnego dnia została złapana w Klewnie, 2,5 km dalej. Po wszystkim miała się rozchorować. Niektóre przekazy mówią, że być może cierpiała na lekki stopień upośledzenia intelektualnego. Tego jednak nie można potwierdzić.
Wkrótce Barbarze przyznano obrońcę — sędziego Willicha. Chcąc uchronić oskarżoną od śmierci, miał on prosić o karę dożywocia. Rozprawa, którą uzupełniono zeznaniami świadków, odbyła się dopiero 22 września 1809 r. w Królewcu, choć podaje się też, że już rok wcześniej władze pruskie wydały na Barbarę wyrok śmierci. Jakub Auster nie zjawił się na rozprawie. Datę wykonania wyroku wyznaczono na 29 lipca 1811 r.
Trudno sobie wyobrazić katusze więzionej przez lata Barbary. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że podczas pobytu w więzieniu miała urodzić jeszcze dwoje dzieci, o czym pisał m.in. Władysław Ogrodziński. Także Paweł Jasienica twierdził, że to prawdopodobne, aby za zgodą skorumpowanych strażników mieszczanie gwałcili więzioną kobietę. Wątpliwości się mnożą.

IMG_7710.jpg

Ostatecznie Barbarę stracono 21 sierpnia 1811 r. Stos ustawiono na wzgórzu szubienicznym obok Reszla, w drodze do miejscowości Korsze. Georg Lühr podaje, że Zdunk przywiązano do dębowego pala długim łańcuchem, a stos podpalono z kilku stron jednocześnie. Inni historycy podają, że przed podpaleniem kat z litości miał udusić kobietę. Barbara miała 42 lata.

W aktach procesu zapisano: „Gdy drewno do pewnego stopnia spłonęło, ujrzano czaszkę i szkielet ludzki uwięziony łańcuchem! Także te kości w końcu ogień począł trawić”. Wszystko działo się na oczach zebranych na wzgórzu mieszkańców Reszla. Dębowy pal jeszcze kilka lat stał na wzgórzu. Ku przestrodze.
Być może spacerujące tam reszelanki pokazywały dzieciom to miejsce i groziły palcem. Nasuwa się pytanie, dlaczego Barbarę, winną śmierci dwóch osób, ale jednak tragiczną i na wskroś nieszczęśliwą postać, skazano na tak okrutny wyrok? Przecież kara śmierci przez spalenie na stosie w zasadzie nie funkcjonowała w ówczesnym sądownictwie.
Według dr. Sikorskiego decydujący w tym wypadku mógł być motyw zemsty. Skoro ktoś spłonął przez Barbarę, niech i ona spłonie. Oko za oko...

źródło:naszawarmia.pl

Moim zdaniem

Inspiracje Joasi

Na temat

Małe domy kultury

Mazurskie wędrówki

Eko-fala

Facebook

Kontakt

Adres redakcji

ul. Mickiewicza 21
11-430 Korsze

redakcja@telewizjamazurska.pl

Tel. 662-104-043